Hans Fallada

W czasie świątecznych ferii czasu tradycyjnie miałam okrutnie mało. Tak naprawdę bowiem, zamiast prowadzić kanał o książkach, powinnam zostać internetową ekspertką od tego, jak organizować wielodniowe przyjęcia dla wielu osób i ich dzieci w różnym wieku:) Zamiast czytać więc, zajmowałam się gośćmi:) Zdążyłam sieknąć tylko te dwie. „Selekcja” Wojciecha Maziarskiego to książka, po którą pewnie bym sama nigdy w życiu nie sięgnęła, gdyby nie autor, który zadał sobie trud osobistego doręczenia mi jej. Ohyda jej okładki niewątpliwie odstręczyłaby mnie na zawsze. Tymczasem sięgnęłam i spędziłam parę godzin nad lekturą będącą połączeniem cyberpunku, Franza Kafki i reportażu o Mordorze na Domaniewskiej. Bardzo ciekawa opowieść o tym, że ludzie zaczynają w tajemniczy sposób znikać, tak jednak, że ci co zostają – mieszkańcy wielkich miast, zanurzeni w swym kieracie korporacyjnym – jakoś tego nie zauważają. Zabawna koincydencja, bo jestem świeżo po zobaczeniu znakomitego serialu „Leftovers” – w którym też pewnego dnia nagle zniknęło 2 % populacji, więc książka pana redaktora doskonale mi się wpisała w trend.

Druga zaś z książek to wspaniała powieść „Każdy umiera w samotności” Hansa Fallady, wybitnego niemieckiego pisarza. Ta książka to rzecz o tzw zwykłych Niemcach, małżeństwu Quanglów, których jedyny syn ginie jako żołnierz na froncie II wojny. Państwo Quangl budzą się wówczas z marazmu i szykują swój mały prywatny bunt przeciw systemowi – piszą antywojenne informacje na kartkach pocztowych i podkładają je w różnych punktach Berlina. Piękna i wspaniała książką. Koniecznie!