„Dziękuję za świńskie oczy”, dziękuję za tę książkę.

 

Jak rozmawiać z ludźmi o prawach zwierząt, tak by nie poczuli się oceniani i jednocześnie tak, by jak najwięcej ugrać dla krzywdzonych istot? Wydaje się, że odpowiedź zna Dariusz Gzyra, autor książki „Dziękuję za świńskie oczy”.

dziekuje-za-swinskie-oczy-dariusz-gzyra

Dariusz Gzyra to znany wegański aktywista, który od kilkunastu lat działa i zabiera głos w imieniu zwierząt. Śmiało można powiedzieć, że jest niezwykle czujnym i wrażliwym rzecznikiem wszystkich stworzeń, którym zabieramy lub niekiedy łaskawie przyznajemy jakieś prawa, a których potrzeby, jak pokazuje książka Gzyry, ignorujemy niemal zupełnie.

„Dziękuję za świńskie oczy” to zbiór kilkudziesięciu felietonów (część być może znacie ze stron Krytyki Politycznej), które autor na potrzeby wydania uaktualnił, tudzież rozbudował.

Jaki obraz świata wyłania się z tekstów Gzyry? Nie będzie zaskoczeniem, jeśli napiszę o wyzysku, niesprawiedliwości i niewolnictwie, jakie praktykujemy my – ludzie, wykorzystując i mordując,  zwierzęta. To oczywiste, że o tym będzie książka znanego prozwierzęcego działacza i filozofa. Nieoczywiste jest to, jak Gzyra o tym pisze. Otóż nie znajdziemy w jego felietonach ganienia, kazań, hałaśliwego moralizatorstwa czy akademickiego wymądrzania się. To, co znajdziemy to ogromne pokłady empatii dla pokrzywdzonych i próbę zrozumienia tych, którzy czynią zło. Gdybym miała napisać krótko, o czym jest książka Dariusza Gzyry, napisałabym, że o emocjach. Ale nie naszych. O emocjach zwierząt. Pisarz jak rzecznik wszelkich dręczonych przez ludzi istot, które nie są ludźmi próbuje w swoich tekstach oddać ich emocje i  głos, którego nie słyszymy. Zdarza się, że słowa Gzyry rozbrzmiewają przerażeniem i  błaganiem.  Najczęściej jednak są  próbą zrozumienia zła, tego skąd pochodzi i kto je zasiał. Czasem to zło wygląda jak głupie chłopaki z Lipnicy, którzy przywiązali psa do samochodu dla zabawy, aż urwali mu głowę, ale najczęściej prawdziwe WIELKIE zło nie ma twarzy pojedynczych osób, i na to Gzyra zwraca uwagę. Zło, które zabija zwierzęta jest jak lawina. To zło strukturalne. To zło, które napędza nasze codzienne wybory i rozcieńcza nasze sumienia. Nie ma jednego kata. Jest ich wielu. Kto jest katem?

Ten co hoduje, ten co je, ten, co decyduje, jak wyglądać ma gospodarka i co się będzie opłacać, ten, co mówi, że Bóg tak chce,  ten, co transportuje ściśnięte i przerażone zwierzęta, ten, co mówi bezmyślnie: „Ja po prostu lubię mięso”, ten, co nosi na sobie  skóry martwych zwierząt, ten co poluje, bo twierdzi, że chroni lasy, rolników,  a potem pokazuje z dumą zdjęcia swoich ofiar, ten, co dla zysku ustawia w swoich sklepach produkty odzwierzęce, ten, co  wypiera z siebie informacje o cierpieniu zwierząt, o tym, że one czują i naprawdę je boli, ten, co nie chce wiedzieć, ten, co się biernie godzi na to, co się dzieje, ten, co twierdzi, że zjadanie i zabijanie zwierząt jest słuszne, bo taka jest tradycja, ten, co kocha tylko pewne zwierzęta i ślepy jest na inne, i wielu, wielu innych, i wreszcie ten, co zabija i ten często, wcale nie jest tym najgorszym, bo jak pisze Gzyra: Proces zadawania śmierci jest w jego przypadku odpersonalizowany.

Zabijanie i wykorzystywanie zwierząt dla naszych egoistycznych celów to „śmiercionośna sztafeta”, podczas której jest wielu zmieniających się, a efektem jest poćwiartowane zwierzę.

To, co zostaje ze zwierzęcia to jest produkt. I liczy się tylko produkt. Cierpienie i ból są skutkiem ubocznym, który niekiedy utrudnia produkcję.

Gzyra nie piętnuje pojedynczych oprawców. Mówi o nich jak grupie, która realizuje potrzeby i pragnienia pojedynczych jednostek. Co to za ludzie te jednostki? To ty i ja. Konsumenci. Autor „Dziękuję za świńskie oczy” okazuje empatie i temu, być może najważniejszemu oprawcy – konsumentowi właśnie. Pisze: Trudno traktować ich wszystkich po prostu jak katów, równie dobrze mogą być postrzegani jako ofiary inżynierii społecznej i marketingu potrzeby.

Uświadamianie pojedynczego konsumenta to zdaje się najważniejsze zadanie. Jak jednak dotrzeć do drugiego człowieka? Gzyra świetnie pisze. Jego książkę po prostu się czyta. Być może lektura „Dziękuję za świńskie oczy” zdziałałaby więcej dobrego niż niejeden filmik z rzeźni, gdyż działałaby na czytelnika jego własnymi wyobrażeniami. Wiemy przecież, że obraz mimo, iż umie zatrzymać widza, w nadmiarze skutkuje znieczulicą. Iluż z nas zrobiło cokolwiek po licznych obrazach z bombardowanego Aleppo? Jak sprawić, żeby słowa Dariusz Gzyry miały moc czynienia? To wielka zagadka, zwłaszcza w dobie upadku czytelnictwa. Wierzę jednak, że ta książka trafi do szerokiej publiczności, bo dla takiej jest napisana. To nie żmudne, nudne tomisko. To lektura napisana z wiarą i czuciem, w której nie brak merytorycznej wiedzy i racjonalnych argumentów.

Przekaz Dariusz Gzyry jest prosty. Pisarz zachęca do korzystania z władzy jaką ma każdy konsument. To, ile zwierząt umrze podczas sztafety śmierci zależy od drobnych wyborów każdego człowieka. I o ile autor książki nie skupia się na jednostkach, które zabijają, a jeśli już o nich pisze, to ze smutkiem, gdyż dostrzega w nich ofiary (edukacja, wychowanie,  polityka, kościół, komercjalizm – to żandarmi obecnego porządku), i pisze o mechanizmie zabijania, który wtłoczony jest w ustrukturyzowaną przemoc, o tyle o zwierzętach pisze poprzez przedstawianie jednostek. Każda krowa jest inna, każda świnia jest inna. Ba! Każda ryba jest indywidualnością. Zobaczenie jednostki w zwierzęciu jest szansą na zobaczenie w nim istoty, która ma prawo żyć.

Gzyra pisze o zwierzętach, które ludzie zjadają, na które polują, które wstawiają do cyrku i robią z nich dziwadła, o tych, na których eksperymentują, a także o tych, które trzymają w domu i dają specjalne prawa (to zresztą bardzo ciekawy felieton, o tym jak zwichrowana może  być i rzekoma miłość do zwierząt takich jak psy, czy koty); pisze również o zwierzętach z pogranicza, czyli takich które żyją blisko człowieka, a jednak są dzikie, np. gołębie, szczury, ale też i łabędzie (bardzo ciekawy tekst „Cudzoziemiec bez własnej ziemi”), i wielu, wielu innych.

Moją uwagę zwróciły szczególnie dwa felietony. Jeden dotyczy języka. Dariusz Gzyra słowem posługuje się bezbłędnie. Wie, że język to narzędzie. Język kształtuje naszą tożsamość. Słowa mają moc uzdrawiania jak i zabijania. W felietonie „W poszukiwaniu niewinnego języka” Gzyra pisze:

Słowa mogą być i są aktywizmem wplecionym w niezliczone relacje między ludźmi, sytuacje społeczne i komunikaty wszelkich możliwych mediów. Częścią zmiany świata powinno być więc również zaniechanie używania na przykład takich określeń, jak „zwierzęta doświadczalne”, „laboratoryjne”, „cyrkowe”, „futerkowe”, lub „rzeźne”. Niosą w sobie piętno instrumentalnego traktowania zwierząt.

Genialnym przykładem zmieniającym postrzeganie zwierzęcia poprzez język jest zdanie, które Dariusz Gzyra zaproponował pisząc o jajkach: „Czy w cieście są ptasie jajka?”. To proste zdanie w jakiś cudowny a przecież banalny sposób uzdrawia patrzenie z poziomu szowinizmu gatunkowego.

Drugi tekst, który mną poruszył, to „ Ofiary przemysłu mleczarskiego”. Gzyra pokazał tutaj prawdziwe mistrzostwo pióra i połączył je z dziennikarską wnikliwością. Kluczem do tematu, który przecież jest już powszechnie znany, jak i powszechnie ignorowany (cierpienie krów, mordowanie cieląt) są dwa słowa, których używa tutaj pisarz: „krowie dzieci”. Myślę że te da wyrazy, sprawiły, że jeszcze wyraźniej zobaczyłam to, co zobaczyłam.

Gzyra udowadnia, że odrobina uważności i współczucie, w które jesteśmy przecież wyposażeni, wystarczą, żeby zobaczyć w zwierzęciu istotę taką jak my. My też przecież jesteśmy zwierzętami. To sprawia, że Gzyra w każdym człowieku widzi potencjalnego sprzymierzeńca. Stąd jego język – cierpliwy, spokojny, wyrozumiały, czujny. Gzyra jest realistą pełnym wiary i nie ma w nim naiwności, że świat zmieni się z dnia na dzień. On wie, że czasem  trzeba czasu, aby ktoś, kto jest jeszcze uparcie ślepy, nauczył się patrzeć i zauważył wreszcie w zwierzęciu indywidualność, której najważniejsze prawo to prawo do życia.

„Dziękuję za świńskie oczy” to książka jak album ze zdjęciami. Plastyka i sugestywne opisy sprawiają, że widzimy najważniejszych bohaterów tej książki – jednostki piękne, mądre, wrażliwe, czujące, kochające, z planami na przyszłość – ufne zwierzęta, jak również mamy możliwość przejrzeć się w ich oczach, jak w lustrze, które Dariusz Gzyra refleksyjnie podstawia nam pod nos. Co zobaczymy? Co będziemy chcieli w sobie poprawić? Mam nadzieję, że po lekturę „Dziękuję za świńskie oczy” jak najwięcej.

Dziękuję za tę książkę.

Beata Rudzińska

Akredytowany coach IC, dietetyk,  weganka, 

prowadzi bloga www.wegespektrum.pl.

Dziękuję za świńskie oczy

Dariusz Gzyra,

Wydawnictwo Krytyki Politycznej