Najgorszy człowiek na świecie

 

„Najgorszy człowiek na świecie”

Małgorzata Halber

Wydawnictwo: Znak literanova

 

Czy jesteś w stanie uwierzyć, że ta piękna, młoda kobieta, z którą codziennie jeździsz tramwajem jest narkomanką? A twój znajomy z pracy? Czy wiesz, że ten przystojny, inteligentny i bogaty mężczyzna co wieczór topi swoje troski w morzu alkoholu? A czy przyszłoby ci do głowy, że twoja idolka z czasów młodości, radosna i wygadana blondynka ze szklanego ekranu, dwa razy w tygodniu uczestniczy w terapii grupowej dla uzależnionych? Jesteś w szoku, prawda?

„Najgorszy człowiek na świecie” to literacki debiut Małgorzaty Halber, filozofa, dziennikarki muzycznej i felietonistki.  Debiut bardzo mocny, szczególnie że opowiedziana historia dotyczy autorki bezpośrednio. Wykreowana przez nią bohaterka wydaje się być niejako jej lustrzanym odbiciem.

Krystyna to młoda kobieta, robiąca karierę w telewizji. Na pozór odnosi sukcesy, ma pracę, mężczyznę, mieszka w wielkim mieście. Potrafi się bawić, godzinami rozmawiać z ludźmi, opowiadać dowcipy. Jest tylko jeden warunek – nie może zabraknąć alkoholu i jointów. Bez tego jest pusto i źle. Bez tego nie da się przetrwać urodzin, sylwestra, wakacji. Bez tego nie da się wyjść do sklepu i do pracy. I w końcu, bez tego nie da się przeżyć kolejnego dnia. Wszyscy przecież tak robią, więc pić można bez wyrzutów sumienia. Do czasu. Kiedyś Krystyna musi z tym skończyć, żeby nie przekroczyć cienkiej granicy między człowieczeństwem a upodleniem. I tu dopiero zaczynają się schody i wyrasta wysoka góra, na którą trzeba się wspiąć, żeby odzyskać własną godność  i kontrolę nad życiem.

Halber zwraca uwagę na trudności, jakie napotyka osoba, chcąca leczyć się z uzależnienia. I nieważne, czy jesteś bogaty, czy biedny. Czy jesteś pracownikiem korporacji, sklepikarzem, czy bezrobotnym. Będzie ci tak samo trudno, tak samo beznadziejnie i tak samo samotnie w tej walce.

Autorka nie tylko przybliża nam świat kobiecego uzależnienia, ale również porusza ważną kwestię nieradzenia sobie z samym sobą, swoją psychiką. Nie obawia się stwierdzić, że każdy się boi, wstydzi. I trudno się z nią nie zgodzić. O takich sprawach nie mówi się publicznie, zakłada się maskę „fajności”, wykorzystuje się cały arsenał sarkazmu i ironii, by zatuszować własną niepewność i lęk przed światem. Tym większy podziw dla autorki za takie uzewnętrznienie się i szczere przyznanie do własnych słabości.

Książka wydaje się być napisana dosyć chaotycznie, ale na pewno nie nieprzemyślanie. W tym szaleństwie jest metoda, każde słowo, każde zdanie zostało zaplanowane. Pozorny bezład dodaje jedynie opisanej historii jeszcze więcej autentyczności. Czytając, trudno nie ulec wrażeniu, jakby to ktoś bliski dzielił się z tobą swoją historią. Masz poczucie, że powieść została napisana specjalnie dla ciebie, żeby pomóc ci uporządkować w głowie pewne sprawy. W końcu zdajesz sobie sprawę, że nie tylko twoje życie jest pogmatwane. Po przeczytaniu masz ochotę zwierzyć się autorce. Masz wrażenie, że zostaniesz wysłuchany, a co najważniejsze – zrozumiany.

Ostatnie zdanie wbija w fotel. Porusza swą prostotą. Nie daje o sobie zapomnieć. Trudno uwierzyć, że komuś w pięciu słowach udało się zawrzeć cały wszechświat emocji.

Przeczytaj tę książkę. Nie jest wesoła i łatwa. Nie zapewni ci beztroskiej rozrywki w wakacyjny, leniwy dzień. Sięgnij jednak po nią, bo to ważna pozycja. Mądra i szczera opowieść o tym, jak gorzko smakuje życie nasycone używkami i strachem przed byciem naprawdę sobą.

Przeczytaj tę książkę, a jeśli spotkasz gdzieś smutną dziewczynę w zielonych baletkach, będziesz wiedział co zrobić. Uśmiechnij się do niej i podziękuj za zaufanie, którym obdarzyła cię, dzieląc się swoją historią.

Agata Pietrzak

  • Kasia Sz.

    Bardzo ładna, ciepła recenzja. Książkę czytałam. Mam może trochę inne zdanie na niektóre tematy poruszone w książce, ale to nie zmienia faktu, że recenzja podoba mi się!